|
|
środa, 28 października 2009
Spełnione życzenie
Blady księżyc chowa się w wilczych oczach wszystko zamiera w oparach mroku Wszystko skupia się we mnie!
Kreślę krąg Leję krew Sączę blask Tysiąca świec
Gęstnieje mrok, przybiera kształt kłębi się dym Skulona postać... wirują ciemności
Oto jestem
Nieludzko piękny i pełen dumy Rozwija szkarłatne skrzydła Jego oczy - dwie martwe gwiazdy patrzy na mnie...
Nie ma odwrotu
Zamknij oczy Zapomnij o grzechu
...zostań ze mną - na wieki!
Oto moc, o którą prosiłeś! Daję ci ją, teraz i tu
Wybrałeś!
Szum wiatru w koronach drzew cichnie Słabnę Mokre powieki stają się cięższe od sumienia
Wizja
Kim jesteś, o Aniele, który moją dłoń prowadzisz?
Czy pięknym Duchem o jasnym spojrzeniu, Lśniącym bielą pośród baśni Edenu? Lub silnym Stróżem wykutym ze stali, Przyjacielem, co przestrogą służy...
Nie! Ja wiem dobrze, ktoś ty - O Upadły! Przeklęty przez siebie, strącony za bunt. Odejdź! Nie - zostań... nie mogę... sam nie wiem... Dotyk twój zimny - lecz ramię pomocne... więc...
Kim jesteś, o Aniele, który moją dłoń prowadzisz?
Rodzicom
Tylko umysł wciąż ten sam nieśmiertelna Dusza pośród marzeń blasku Aż tylko tyle po mnie zostanie Bo przecież kiedyś zapomnicie...
Wciąż tutaj jestem! Choć tylko w Was się gnieżdżę jeszcze nietknięty, jeszcze czysty martwy obrazek wspomnienie czegoś...
Skulone ciało, nieludzki kształt pod murem wykrzywiona twarz - z bólu czy szaleństwa? Proszę, odwróćcie się... Nie patrzcie na mnie prawdziwego! Proszę... nie zniosę już więcej pogardy.
Jad ścieka mi po brodzie na trzęsące się ręce na zaschniętą krew na ostatnią łzę i...
Powoli wstaję Unoszę głowę ... czerń bezlitosnych oczu ... skrzydlaty cień ... uśmiech... zaprzeczenie radości. "Już po wszystkim..." O, tak.
Już po wszystkim.
Rafałowi
Ty, co nie wytrzymałeś Dlaczego już nie tworzysz? Dlaczego nie dałeś rady Temu wszystkiemu, co Cię otaczało?
Mamy tyle wspólnego Choć rozśmieszyłyby Cię te słowa... ha, ha... a jednak Takie samo serce...
Obu nas trawi tęsknota I alkohol - mnie nieco lepszy. Trudno widzieć więcej Niż inni...
Dlaczego przestałeś? Co Cię przerosło? Czy dam sobie radę? Wiem tylko, że nie ucieknę - jak ty.
Śpij, śpij wreszcie
Jastrowie, dawno temu. Cygan, żyjesz?
Otwieram oczy i widzę Jak bezszelestnie rodzi się Cień Prostuje błoniaste skrzydła Otwiera bramę płynących mgieł
Patrzy na mnie jest tylko jedna droga On - jedynym przewodnikiem Prowadź...
Zostawiłem wszystko, co zbędne Wciąż słychać jak rzemień skrzypi na wietrze...
Kurz
W szarej kopercie zamknięte trzymam wspomnienia, co drżąc wyłażą na zbędne światło nocy Pełzną; czego chcą ode mnie?
Dziś pozwalam, by wzięły mnie pod boki idę tam, gdzie mi nakazują Dreszcz przeszywa mnie znów i znów, tak jak było już nieraz...
Widzę obrazy własnego szczęścia Wyróżniają się spośród tłumu jak drepczący, bezradni starcy wiecznie głodni życia, które na ich oczach niknie.
Gdzie jestem i dlaczego właśnie tutaj doceniłem wreszcie cud radości, który ogarnął mnie szałem Twojego istnienia - - zbyt późno, by miało to jakąś wartość.
Raz jeszcze przeszedłem z zamkniętymi oczami przez nieśmiertelny raj, raju szukając po omacku; Już czas wrócić do życia tu i teraz, chociaż ono w szarej kopercie jest zamknięte... następnej.
Jej
Na zawsze zapamiętam diamentowy blask twojego spojrzenia i lęk czy będziesz nadal gdy się odwrócę a potem raz jeszcze
skrzydlatą radość twojego dotyku i niepewność czy będzie nadal trwała i nie zmieni się w ikaryjski żal
szarą pustkę twojego serca i nadzieję że nie całkiem zwątpiłaś w światło w wielkie marzenia
moją piekącą rozpacz i łzy że odebrano nam naszą przyszłość nasze szczęście Na zawsze zapamiętam...
...
Niech wreszcie nadejdzie ten dzień przyobiecany Gdy chmury zakryją niebo ołowianym całunem Zapłaczą deszczem Płonącej krwi Na ludzkich twarzach W szalonych maskach
A czerwień niech pokryje znękaną ziemię I przybierze kształt węży Na Jego podobieństwo Rozpełzną się po świecie Pożrą ciała wskazanych im ofiar Niech trwają w pustce Bez końca
Moment rozsądku
Nie słuchaj mnie zbyt uważnie bo Właściwie to ja nie wiem co chcę powiedzieć Jest mi dobrze raczej niezupełnie Jest mi źle też nie do końca Chciałbym czegoś jeszcze się zastanowię Ten bezwład nie jest straszny Może tylko cisza ciut za cicha Ale nie będę się przecież skarżył Przepraszam, że pytam - czy to już nirwana czy jeszcze dziecinada?
Lepkie powietrze
Pośród nocy, zagubiony w gwiazdach Żegnam dzień Mija następny I następny Pośród nocy, zagubiony w szaleństwie Żegnam radość
Tu, teraz czy Kiedyś, tam? Gdzie wybór Jeśli nagrodą będzie Wieczne oczekiwanie A karą Pełnia wiedzy
Otwieram usta do krzyku Nabieram lepkiego powietrza Wypuszczam je Ale zawsze Sennie, powoli Pośród nocy, pośród gwiazd... na co czekam?
|